Dzika rodzinka
Piątek, godzina 7 z minutami - jadę do lasu na zdjęcia. I zaraz na granicy zabudowań z ścianą drzew niespodzianka! Duża rodzina łączona: dwie lochy (Dzik, Sus scrofa), ze swoimi warchlakami.
Zwolniłem, zjechałem na pobocze i wyszedłem z auta. Postanowiłem, że dam sobie czas i poskładam zestaw do digiscopingu. Albo zdążę i będę miał porządne zdjęcia, albo i tak nie będę miał nic. Rozkładam statyw, kontem oka patrzę dziki sobie spokojnie żerują. Powoli się oddalają ode mnie w stronę granicy lasu, w stronę zabudowań. Już mam lunetę na statywie. Mocuję aparat. Gdzieś mi zginęła jedna dzika matka. Ale to nic. Kończę składać sprzęt. Zaczynam ostrzyć.
Jestem za daleko.
Podchodzę bliżej. Nic się nie dzieje. Idę więc dalej. Świnki dalej sobie ryją w runie. Zarośla i drzewa ciągle mi je zasłaniają. Podchodzę na wprost jednej z macior. Drugiej nadal nie widzę. Zaniepokojona matka dostrzega moją obecność. Łypie na mnie swoimi małymi ślepiami i już nie spuszcza mnie z oczu.
Rusza do przodu. Powoli zbliża się. Szczerze mówiąc tego ranka byłem w podłym nastroju i myśl o extra adrenalinie mnie pociągała. Delikatnie przestawiłem statyw ze sprzętem za drzewo, tak aby był osłonięty. Ja ustawiłem się plecami do pnia. Maciora jest już tylko kilka metrów przede mną. Myślę sobie zacznij szarżować. Uskoczę a ty walniesz w drzewo. Wiem głupie pomysły, ale tak wtedy było.
Na szczęście dzika matka okazała się bardzo rezolutna. Bardziej ode mnie. Przeszła z 3 metry obok i dopiero wtedy zrozumiałem co ona kombinowała. Gdy się obróciłem, spostrzegłem drugą maciorę. Ten dzik był sporo potężniejszy od tej z którą przed chwilą patrzeliśmy sobie głęboko w oczki. Gdyby ta większa mama mnie zaatakowała pewnie nawet bym nie wiedział co się stało. Nie miałem pojęcia kiedy mnie okrążyła i że znalazła się dokładnie za mną.
'Ta moja' podążała do tamtej swojej towarzyszki. A ja nie wiedząc zastawiłem jej drogę, gdyż obok las był odgrodzony siatką i musiała przejść tędy, obok mnie. Gdy była już kawałek dalej zaczęła pochrząkiwać.
Zerwał się tabun warchlaczków - bez przesady było ich z dwadzieścia. Tej liczebności maluchów też nie byłem świadomy. Warchlaki mieściły się przez siatkę i tylko część przebiegła obok mnie. Reszta ruszyła prosto na większą mamę. Niestety zrobiły to tak szybko jak małe błyskawice. Nie było szans na zdjęcia. A szkoda, chyba najbardziej cieszyłbym się z takiego, które pokazywałoby ile ich było. Dzika rodzina w mgnieniu oka zniknęła w leśnych zaroślach. A ja mając już dużo lepszy humor zastanawiałem się jak też wyszły zdjęcia. Chodziło mi też po głowie pytanie: "I kto tu okazał się dzikszy?"




Designer of Dreams