
Rzeźnik drapieżca
Dzisiaj na zdjęciach zatrzymał mnie rzeźnik. Nie znałem go. Ale jak ktoś ma maskę na oczach jak Zoro to nie wiadomo co o nim myśleć.
Był dość daleko ode mnie. Jakieś 100 metrów. Przysiadł i zaczął się mi przyglądać. Nie wystraszyłem się i też postanowiłem się mu bliżej przyjrzeć, a nawet go sfotografować.
Przez chwilę się wahałem. Myślałem sobie: "Nie zdążę. Zanim wyostrzę sprzęt on zniknie" Ale zaraz się skarciłem, że gdy chcę tak myśleć to nie mam w ogóle co polować. I udało się. Był daleko - tak więc zdjęcia nie są może o wartości albumowej. Są jednak na tyle dokładne, żeby rozpoznać tego rzezimieszka:
![]() |
![]() |
Tak tak na tych zdjęciach jest prawdziwy Rzeźnik! Jest niewiele większy od wróbla ale to niezły ptaszek. Swoją nazwę zawdzięcza swym zwyczajom. Gąsiorek, bo o nim właśnie plotkujemy to Lanius collurio czyli rzeźnik drapieżca.
Ptaszek ten żywi się głównie tym co upoluje i mimo swoich niedużych rozmiarów oprócz chrząszczy poluje też na małe gryzonie, ptaszki i jaszczurki. Jak mu się powodzi to tworzy swoiste spiżarnie. Swoje ofiary nadziewa na kolce cierni, lub na inne ostre przedmioty aby powracać do nich w niedalekiej przyszłości. Niestety spiżarni tego Gąsiorka nie znalazłem. Ale kto wie! Może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcia – 'materiał dowodowy' procederu tego ptaszka
Dzika rodzinka
Piątek, godzina 7 z minutami - jadę do lasu na zdjęcia. I zaraz na granicy zabudowań z ścianą drzew niespodzianka! Duża rodzina łączona: dwie lochy (Dzik, Sus scrofa), ze swoimi warchlakami.
Zwolniłem, zjechałem na pobocze i wyszedłem z auta. Postanowiłem, że dam sobie czas i poskładam zestaw do digiscopingu. Albo zdążę i będę miał porządne zdjęcia, albo i tak nie będę miał nic. Rozkładam statyw, kontem oka patrzę dziki sobie spokojnie żerują. Powoli się oddalają ode mnie w stronę granicy lasu, w stronę zabudowań. Już mam lunetę na statywie. Mocuję aparat. Gdzieś mi zginęła jedna dzika matka. Ale to nic. Kończę składać sprzęt. Zaczynam ostrzyć.
Jestem za daleko.
Podchodzę bliżej. Nic się nie dzieje. Idę więc dalej. Świnki dalej sobie ryją w runie. Zarośla i drzewa ciągle mi je zasłaniają. Podchodzę na wprost jednej z macior. Drugiej nadal nie widzę. Zaniepokojona matka dostrzega moją obecność. Łypie na mnie swoimi małymi ślepiami i już nie spuszcza mnie z oczu.
Rusza do przodu. Powoli zbliża się. Szczerze mówiąc tego ranka byłem w podłym nastroju i myśl o extra adrenalinie mnie pociągała. Delikatnie przestawiłem statyw ze sprzętem za drzewo, tak aby był osłonięty. Ja ustawiłem się plecami do pnia. Maciora jest już tylko kilka metrów przede mną. Myślę sobie zacznij szarżować. Uskoczę a ty walniesz w drzewo. Wiem głupie pomysły, ale tak wtedy było.
Na szczęście dzika matka okazała się bardzo rezolutna. Bardziej ode mnie. Przeszła z 3 metry obok i dopiero wtedy zrozumiałem co ona kombinowała. Gdy się obróciłem, spostrzegłem drugą maciorę. Ten dzik był sporo potężniejszy od tej z którą przed chwilą patrzeliśmy sobie głęboko w oczki. Gdyby ta większa mama mnie zaatakowała pewnie nawet bym nie wiedział co się stało. Nie miałem pojęcia kiedy mnie okrążyła i że znalazła się dokładnie za mną.
'Ta moja' podążała do tamtej swojej towarzyszki. A ja nie wiedząc zastawiłem jej drogę, gdyż obok las był odgrodzony siatką i musiała przejść tędy, obok mnie. Gdy była już kawałek dalej zaczęła pochrząkiwać.
Zerwał się tabun warchlaczków - bez przesady było ich z dwadzieścia. Tej liczebności maluchów też nie byłem świadomy. Warchlaki mieściły się przez siatkę i tylko część przebiegła obok mnie. Reszta ruszyła prosto na większą mamę. Niestety zrobiły to tak szybko jak małe błyskawice. Nie było szans na zdjęcia. A szkoda, chyba najbardziej cieszyłbym się z takiego, które pokazywałoby ile ich było. Dzika rodzina w mgnieniu oka zniknęła w leśnych zaroślach. A ja mając już dużo lepszy humor zastanawiałem się jak też wyszły zdjęcia. Chodziło mi też po głowie pytanie: "I kto tu okazał się dzikszy?"
Magiczny przycisk
Znajoma poprosiła, żebym wysłał jej jedno z moich zdjęć, co też zrobiłem. Zdjęcie umieściłem w treści e-maila. Po czym otrzymałem odpowiedź:
„A jak ja mam sobie tego kwiatka ściągnąć? Może tak da radę w załączniku? ;)”
Poniżej umieszczam moją odpowiedź, ponieważ pomyślałem sobie, że może się przydać też innym.
Na pytanie czy da radę w załączniku odpowiedziałem tak:
Jasne, że dałoby radę w załączniku - ale może zamiast dać Ci 'rybę' spróbujemy z 'wędką'. Mini, mini kurs - który z pewnością przyda się w wielu aplikacjach, nie tylko w e-poczcie:
Otóż wypunktujmy:
- Podstawa szkolenia >>> Myszki komputerowe mają zawsze co najmniej dwa przyciski - prawy i lewy - Prawy jest MAGICZNY - otwiera nowe możliwości i to w większości aplikacji komputerowych
- W wiadomości z kwiatkiem, proszę najedź kursorem na zdjęcie i kliknij tam tym magicznym przyciskiem (prawym)
- W ukazanych opcjach znajdź jedno z poniższych poleceń:
- 'skopiuj zdjęcie'
- 'copy image'
- 'zapisz obraz jako'
- lub zwrot o podobnym znaczeniu
- W oknie które się otworzy wskaż miejsce na dysku gdzie fotografia ma być skopiowana
- STOSUJ MAGICZNY PRZYCISK - ZAWSZE GDY NIE MASZ POMYSŁU JAK COŚ ZROBIĆ NA KOMPUTERZE. Jak na pewno zauważyłaś jest tam dużo więcej ciekawych opcji.
I dołączyłem jeszcze takie oto ważne postcriptum:
PS
Wybacz jeżeli moje powyższe rady wydają się Ci banalne . Po prostu nie wiem ile wiesz. Ale wiem, że ty to wiesz, że ja nie wiem ile ty wiesz i dla tego wiesz jaki mieć stosunek do powyższych rad - zawsze zakładajmy: 'Intencje miał dobre'
Posługiwanie się prawym przyciskiem myszki można od razu poćwiczyć na powyższym zdjęciu. Zobacz co się stanie gdy klikniesz prawym a co gdy lewym twojej 'uchem' myszy :)
Chyba już wiosna - są sikorki
Wiedziałem, że będę musiał dzisiaj wracać pieszo nad Brdą, więc wziąłem plecak-foto. Zanim się rozpakowałem przemknęła mi sikorka bardzo modra.
modraszka, czyli sikora modra (Cyanistes caeruleus)
Wyciągam sprzęt i... I się okazało, że … mam PRAWIE wszystko. Baterie podładowane i wszystko super. Tylko zapomniałem statywu. No ale modra, bardzo modra sikorka cały czas się kręciła. Nie zniechęcając się więc zorganizowałem sobie prowizoryczny statyw z dużej gałęzi. Dodam tylko, że statyw był absolutnie niezbędny, gdyż zabrałem ze sobą zestaw do digiscopingu.
digiscoping - oto mój 'statyw' :)
A jak już byłem 'rozstawiony' to całą godzinę czekałem, żeby modre wróciły – gdyż wróciły dwie a nie jedna. Ale dopiero po godzinie. Już chciałem się zwijać. Opłacało się jednak poczekać. I oto są piękne zdjęcia.




modraszka, czyli sikora modra (Cyanistes caeruleus)
A Wszystkie 'trofea z polowań' są tutaj :)
Rzeźba drewniana: Igraszki Matki
Nie pierwszy raz rzeźbię słonie.
Lubię te zwierzęta. Są bardzo towarzyskie i przywiązują się do siebie nawzajem jak też do ludzi. Oprócz ciekawej bryły ich wielkich ciał, ich piękno tkwi w ich uczuciowości. Zwierzęta te wyraźnie (dla nas ludzi) manifestują swoje nastroje.
Można śmiało powiedzieć, że mają bogatą mimikę :). W czasie gdy obserwowałem protoplastów tej rzeźby, matka słonica miała wielką ochotę się po psocić, a maleństwo raczej nie było skore do zabawy. Ta różnica nastrojów stwarzała komiczne sytuacje. I tak sobie myślę, że właśnie dla tego je 'uwieczniłem'.
Na razie rzeźba jest 'surowa'. Czeka ją jeszcze woskowanie, które jeszcze bardziej wydobędzie piękno drewna, jego słojów, struktury. Ale to za chwilę. Teraz jest w trakcie konserwacji - aby żadne 'drewnojady' jej nie zjadły. Aby mogła kogoś cieszyć całe wieki.
Więcej rzeźb na www.designerofdreams.pl/portfolio
Dodatkowe informacje
- data poniedziałek, 01 kwiecień 2013
- wstęp czy rzeczywiście jestem rzeźbiarzem
Więcej...
Czy rzeczywiście jestem rzeźbiarzem
Czasami się zastanawiam czy rzeczywiście jestem rzeźbiarzem?
Każda wykonywana przeze mnie rzeźba sporo mnie kosztuje. Każdą w trakcie pracy nad nią i kocham i nie lubię. Czasami wręcz nienawidzę. Każdą na krótszy lub dłuższy czas porzucam. Później godzę się z nią, wracam do niej, i znowu pieszczę i darzę czułościom. I po takim pełnym kłębowiska uczuć cyklu kończę. I albo już kocham na wieki, albo odkładam na półkę obojętności. Tak czy inaczej wydaje mi się, że każda rzeźba kosztuje mnie zbyt dużo.
Pewnie za mało mam wprawy w tej miłości. I przy tej myśli mobilizującej do dalszej pracy, do zdobywania dalszego doświadczenia, na razie pozostanę. A swoją drogą - czymże by było życie bez emocji.
Dodatkowe informacje
- data piątek, 29 marzec 2013
- wstęp Czy rzeczywiście jestem rzeźbiarzem
O trzech klocach lipy
W weekend odwiedziliśmy kilku dobrych znajomych na wsi. W sobotę po południu jadąc jakimiś podrzędnymi wiejskimi drogami minęliśmy ludzi tnących na kawałki zwaloną już lipę. Powoli przejechałem koło nich i gdy toczyliśmy się już ładny kawałek dalej wycedziłem:
- Tną lipę Na co moja cudowna żona z właściwą sobie energią:
- To co tu jeszcze robisz, zawracaj!
- Nie mam nic pieniędzy
- My coś mamy
Zebrało się tego w drobnych 10 złotych. Nawiasem mówiąc nie mieliśmy gotówki, gdyż ja zapomniałem sakiewki i tak w ogóle jeździliśmy bez dokumentów – nie pierwszy zresztą raz. Ale wracając do krojonej lipy. Wsadziłem te 10 złotych do kieszeni i cofam. Wyszedłem z auta, grzecznie się przedstawiłem jako snycerz i zapytałem czy nie mogliby mi odstąpić chociaż jednego kawałka drewna – wszak to lipa. Mężczyźni których zagadnąłem wskazali mi boss-a. Ten zmagał się z drobnicą po drugiej stronie drogi. Podszedłem powtórzyłem moją prośbę, na co ten z uśmiechem :
- Wybierz pan sobie co chcesz
- No to super. Niestety akurat jadę bez gotówki, ale w aucie zrobiliśmy zrzutkę i mam tu 10 złotych.
Mężczyzna grzecznościowo odmówił, ale oczywiście zabrał monety. Wycofałem bliżej pokrojonych kloców i załadowałem na tył naszej Alhambry wybrane drewno. Już chciałem zamykać, gdy nagle pracownicy zaczęli mnie gorliwie wręcz zachęcać:
- Weź pan więcej! Co pan załaduje, my nie będziemy musieli wrzucać na wysoką przyczepę.
Podziękowałem i od razu wybrałem i załadowałem dwa kolejne kloce. Każdy z nich, łącznie z tym pierwszym miał po około 70 cm średnicy i z 50 wysokości, w związku z tym więcej ich nie zmieściłem. Aż w duchu żałowałem, że nie jadę sam. Wtedy zmieściłbym ich z 7, 8. Człowiek to jednak chciwa istota.
Ci co mnie tak zachęcali, żebym ładował więcej, wyrazili jeszcze swoje życzenie aby z tego drewna jakąś 'gołą babę' wyrzeźbić. Musiałem ich rozczarować, wyjaśniając, że rzeźbię zwierzęta i motywy roślinne. Ale kto wie. Lipa leży teraz i się suszy. Minie kilka lat, zanim będzie się nadawać, chyba że przy okazji suszenia innego drewna dołożę ją do suszarni. Tak czy inaczej może do tego czasu dojrzeję do 'gołych bab':)
Chodzi mi nawet po głowie taki pomysł na konsolę, której noga była by kobietą. Może... Ale raczej nie z tej lipy – wszak to lipa. Za miękka. Ale może z innego twardszego drewna.
Może zakończę cytując klasykę:
„Przecież nie wiecie, co jutro będzie z waszym życiem. Jesteście bowiem oparem, który ukazuje się na chwilkę, a potem znika. Powinniście (...) mówić: „Jeżeli Jehowa zechce, będziemy żyli, a także uczynimy to lub owo”
To bardzo ważna prawda, z Biblii, z listu Judy rozdział 4, wersety 14 i 15. My sobie możemy chcieć ale warto pamiętać od kogo zależymy.









Designer of Dreams